Przejdź do głównej zawartości

Posty

Domowy Lumpeks 2

Nie wiem czy mam wenę czy jej nie mam, ale już dawno nic nie wstawiałam a przerwy zbyt dobrze nie służą rozwojowi bloga.
Piszę więc, chociaż przemyśleń będzie w tym poście zdecydowanie mniej.
W moim życiu nic się nie zmieniło. Trochę melancholii, trochę smutku, sporo nadziei.
Patrzę w przyszłość i myślę o podróżach i ślubie.
W gorsze dni poprawiam sobie nastrój układaniem stylizacji i przygotowywaniem kolejnych postów dla was. Niedawno też miałam 2 wycieczki do lumpeksów, które były naprawdę bardzo udane!
Myślę, że niedługo pokażę Wam moje łupy w jakimś wiosennym poście.

Tymczasem kolejna część Domowego lumpeksu.
Myślę, że nawet lepsza od poprzedniej, ale to sami ocenicie.


Na pierwszy ogień, sukienka w stylu lat 60 (?). Urzekła mnie krojem i eleganckim wzorem, który bardzo lubię.  Taką sukienkę możemy nosić zarówno z paskiem jak i bez. 




Cudowna, długa marynarka. Mama miała ją na maturze i jak widzicie, nadal jest w świetnym stanie. Wzięłam ją z myślą o sesjach, ale teraz sama ją noszę…
Najnowsze posty

Domowy Lumpeks

Zwykle mam wenę, kiedy mam zły nastrój lub po prostu jakieś zmartwienie. Jednak dzisiaj czuję wielką ulgę z powodu obrotu pewnych spraw. Tak jak ostatni tydzień, a nawet dwa tygodnie były jednymi z najgorszych w ciągu tego roku (a nawet wliczając poprzedni) tak dzisiaj i wczoraj poczułam, że mój los się odmienia. Być może brzmi to troszkę zbyt patetycznie, ale naprawdę mam pewne nadzieje. Właściwie to dobrze się dzieje. Chyba lepiej, że po rzekomej chandrze nagle zaświeci słońce? Jejku, powinnam zacząć pisać jakieś opowiadania czy inne teksty. Skąd mi się biorą takie zdania w głowie?
Więc u mnie wszystko zaczyna grać.
Może i nie mam na koncie sukcesów...
Tak a propo, startowałam ostatnio w trzech, gdzie miałam pewne szanse i... przegrałam.
Może w moim portfelu nie znajdę zbyt wielu pieniędzy...
Taaa, łącznie kilka dyszek.
Może jakbym zorganizowała imprezę to przyszłoby max. 5 osób...
Ale wierzę, że wszystko idzie w dobrym kierunku.

Jutro wybieram się na paznokcie, potem lecę do babci…